Saga rodu Tyszkowskich
Saga rodu Tyszkowskich to znakomita seria historyczno-obyczajowa Magdy Skubisz. Odległe bieszczadzkie tereny, XIX-wieczne realia oraz bohaterka, której odwaga i hart ducha stają się inspiracją..
SAGA RODU TYSZKOWSKICH
Katja jest zielarką. Najlepszą w okolicy, a może i całej Galicji. Rośliny do niej mówią (nie naprawdę, rośliny przecież nie potrafią mówić), dziewczyna ma instynkt medyczny, a od romansów woli zielniki. I to jej przysparza kłopotów, bo w XIX wieku nawet lekarz nie potrafi docenić wiedzy i logiki. Zwłaszcza taki arogancki wieprzek jak doktor Roztworowski. Gdy do tego dodać charakterek i cięty język, łatwo sobie wyobrazić, przez co Katja przechodzi na pańskich dworach albo w chałupach chorych, gdzie rządzi szeptucha. Żeby było trudniej, dziewczyna odebrała wyprzedzające epokę feministyczne wychowanie od przybranego ojca, zielarza Batki, który na stronach poradników dla dobrze wychowanych panien zwykł suszyć grzyby. Słowem: Katja często musi w duchu odmawiać modlitwę do patronki cierpliwych, żeby nie trafił ją zwykły, ludzki szlag. A ten trafia ją najczęściej w towarzystwie pewnego zadufanego, złośliwego i przystojnego szlachcica. Jego dowcip jest równie ostry jak jej inteligencja, a jej zadziorny charakter równie twardy co jego wojskowe obycie.
Jaki los czeka biedną dziewczynę w takim świecie?
Zastrzeżenie: niektóre postacie występujące w książce nie są fikcyjne i można je spokojnie mylić z historycznymi, a zawarte w książce treści medyczno-zielarskie nie zastępują fachowej porady lekarskiej, choć mogą pomóc.
ZOBACZ ZDJĘCIA MIEJSC AKCJI!
Poznaj miejsca, w których rozgrywa się akcja książki i zobacz, jak teraz wyglądają! Ilustracje opisała dla nas sama autorka, zrobiła ona też niektóre ze zdjęć, które możecie zobaczyć poniżej!
JAMNA GÓRNA
,,Przeklęty, przeklęty, twój ród przeklęty, twa ziemia przeklęta! Prawnuki twoje i twego ludu zabijać się będą między sobą, aż ta ziemia krwią spłynie i ogniem zgorzeje! Po domu twym kamień na kamieniu nie zostanie, las i puszcza go porosną, a wilki i niedźwiedzie będą w nim harcować…”
(Aptekarka, s. 167)
Obie wsie zamieszkiwało do drugiej wojny światowej ponad dwa tysiące osób. W ramach Akcji Wisła mieszkańców wysiedlono, zburzono cerkwie i cmentarze, a tereny włączono w skład tzw. Państwa Arłamowskiego. Los ten spotkał większość dawnego majątku Tyszkowskich.
ZAMCZYSKO W TRÓJCY
,,Potem zamek przeszedł w ręce Ossolińskiego, a ten do tych samych lochów wtrącił swoją żonę Konstancję. Bił ją, poniżał, trzymał w kajdanach pod strażą, a sam z najgorszymi opryszkami i metresami rządził we dworze. Powiadają, że do tej pory w bezksiężycowe noce Ossolińska tam straszy.”
(Aptekarka, s. 78)
Budowę dworu obronnego w Trójcy szacuje się na przełom XVI/XVII w. i przypisuje rodzinie Korniaktów. Walery Łoziński w Prawem i lewem wspomina, że przez 14 lat w piwnicach zamczyska Mikołaj Ossoliński więził swą drugą żonę, Konstancję. W tych samych lochach osadził dwóch wysłanników z Klasztoru Dominikanów, którzy poprosili o datek na klasztor. Marcin Stadnicki prawdopodobnie w tym miejscu przetrzymywał wdowę po Janie Tomaszu Drohojowskim, Jadwigę. Niewierne kochanki miał także trzymać w lochach niejaki Brzeziński – według legendy, pierwszy właściciel zamczyska.
Za lokalizację Zamczyska w Trójcy ustaloną na podstawie mapy pomników przyrody dziękuję Panu Januszowi Dedio (www.kopysno.pl).
ZAMEK W BIRCZY
,,Sama zaś budowla liczyła sobie niecałe trzysta lat, kiedy to sławny ród Bireckich w obawie przed najeźdźcami wzniósł na wzgórzu obronny dwór. Zagadką pozostawało, jak ów dwór wyglądał pierwotnie, bo kolejni właściciele przebudowywali swą siedzibę wielokrotnie i tak gorliwie, że gdy w Roku Pańskim 1841 ojciec pana Adama, Jan Ignacy, zakupił birczańskie dobra, bezbłędnie odgadywał, za czasów którego rodu – Błońskich, Drohojowskich czy Humnickich – powstała ta czy inna ściana.”
(Aptekarka, s. 63)
Zabytek pochodzi z I połowy XVIII wieku, jednak dużo wcześniej istniała tu budowla obronna, o czym świadczy wiek piwnic. Zamek odpierał ataki Tatarów, był także wielokrotnie przebudowywany przez kolejnych właścicieli. Podczas drugiej wojny światowej częściowo spłonął.
LOCHY ZAMKOWE
KAPLICA GROBOWA KOWALSKICH
„ – Na szczęście jam nie czekał, aż się co złego stanie, tylko uzbroiłem służbę i najechałem na chamstwo, zanim mi rodzinę wyrżnęli, jak w Tarnowskiem. Własnymi rękami musieli szubienice stawiać! Którego nie obwiesiłem, to pogoniłem do rzeki! Topili się aż miło!”.
(Aptekarka, s. 82)
Kaplica zbudowana została przez Adama Kowalskiego i jest już uwidoczniona na planie katastralnym z 1852 roku. Na ścianach bocznych znajdują się tablice z czarnego marmuru, oznaczone herbem Habdank upamiętniające pochowanych w krypcie członków rodziny Kowalskich.
KAPLICA TYSZKOWSKICH NA TERENIE KLASZTORU ZNALEZIENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO W KALWARII PACŁAWSKIEJ
„Cały klucz rybotycki, i to bez długów, wsi ponad dwadzieścia, folwarki, karczm kilkanaście albo więcej, i na każdej Żyd arendarz! A młyny, a lasy, a tartaki… Słyszałem, jak nasz pan Adam mówił, że synowie razem z matką mają ponad dziesięć tysięcy morgów i jakby Bóg dał, żeby się który z naszą Augustą ożenił, to byłby największy majątek w całej Galicji!”
(Aptekarka, s. 64-65)
W krypcie grobowej spoczywają m.in. Antoni Tyszkowski, Józef Tyszkowski, Wincenty Tyszkowski, Rozalia Giebułtowska, Wiktoria z Giebułtowskich Tyszkowska oraz Paweł Tyszkowski – fundator kaplicy. Po jego śmierci w 1920 r. cały majątek (ok. 7 tys. ha) został przekazany w testamencie Polskiej Akademii Umiejętności, co na owe czasy było jedną z największych prywatnych darowizn na rzecz polskiej nauki.
ZAWÓZ
„Któryż to już raz patrzy na ziemię swojego dzieciństwa, z lękiem o zasiewy, o zbiory, o pogodę, o zaniedbania oficjalistów, lenistwo chłopów… „Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady!” – tak kilkadziesiąt lat temu doradzili jej ojcu w Krakowie. Uch! Zabiłaby tych idiotów!”
(Jemioła, klątwa i cholera, s.37)
Wieś wzmiankowana pierwotnie w 1489 roku, jako własność Macieja Bala, kasztelana sanockiego. W 1770 roku Ignacy Karsznicki z Baligrodu otrzymał w spadku klucz wołkowyjski, w skład którego wchodziły: Wołkowyja, Rybne i Zawóz. W 1820 roku właścicielką wsi została Rozalia z Karsznickich Giebułtowska, matka Wiktorii Tyszkowskiej, która zarządzała majątkiem do swojej śmierci w 1872 roku. Zawóz był pierwotnym miejscem pochówku Rozalii i Wiktorii, jednak w 1906 roku, z powodu zawilgocenia grobu, wnuk Wiktorii, a prawnuk Rozalii, Paweł Tyszkowski, przeniósł oba ciała do nowo wybudowanej kaplicy w Kalwarii Pacławskiej, a następnie sprzedał majątek w Bieszczadach. Po II wojnie światowej, w ramach „Akcji Wisła” ludność wyznania greckokatolickiego wysiedlono, zburzono cerkiew (do jednej, ocalałej ściany dobudowano kościół rzymskokatolicki), a święte miejsca, takie jak Kaplica Na Chryżu, popadły w zapomnienie . W 1968 roku położona w dolinie część Zawozu – podobnie jak część Rybnego i Wołkowyji – znalazła się na dnie Jeziora Solińskiego.
KAPLICA NA CHRYŻU
„(…) jeśli kto chce mieć wodę czystą jak kryształ, to z Solinki. A jeśli kto chce świętą, to też taką mamy, ze źródełka na Chryżu. Na południowy zachód stąd znajduje się kaplica, przy której bije źródło leczące choroby oczu.”
(Jemioła, klątwa i cholera, s.134)
Kaplica p.w. Opieki Matki Boskiej, została zbudowana w poł. XVIII w. przez Ojca Jakofema Lewickiego. W jej wnętrzu tryskało źródło, uznawane za cudowne i będące celem licznych pielgrzymek. Odpust odbywał się tutaj w pierwszy wtorek po Zielonych Świętach oraz na „Pokrow”, czyli 14 października. Po wysiedleniu ludności wyznania greckokatolickiego, kaplica popadła w ruinę, a odnalezienie jej w leśnej głuszy bez przewodnika, graniczy z cudem (o czym przekonała się naocznie sama Autorka).
NAGROBEK MAKSYMILIANA MROCZKOWSKIEGO NA STARYM CMENTARZU W ZAWOZIE
„(…) on – emisariusz, herbowy potomek możnej rodziny Nałęczów i zbiegły więzień, którego ścigał cały austriacki garnizon.”
(Jemioła, klątwa i cholera, s.45)
Romans pomiędzy owdowiałą Wiktorią Tyszkowską a zarządcą jej dóbr opisuje legenda „O pustym grobie na kalwaryjskim cmentarzu” (Rafał Maria Antoszczuk OFMConv., Legendy Kalwaryjskie, Kalwaria Pacławska 2010), przedstawiając ukochanego jaśnie pani jako zbiegłego powstańca „ze szlacheckiej i liczącej się rodziny”. Ponieważ dobrami w kluczu rybotyckim zarządzał Józef Tyszkowski, czyli syn Wiktorii, istnieje spore prawdopodobieństwo, że wspomnianym kochankiem był właśnie Mroczkowski.
DEMERARA
„Demerara – odbijana co rusz przez brytyjskie wojska i odzyskiwana przez Holendrów – stanowiła łakomy kąsek wśród kolonii. Posiadała ponad dwieście plantacji, produkowała rocznie ponad dziesięć tysięcy funtów cukru, pięć milionów funtów kawy i osiemset tysięcy funtów bawełny, a raczej produkowali je pracujący tam niewolnicy.” (Wilcze znamię, s.294)
Początki kolonii sięgają 1746 roku, gdy nad rzeką Demerara powstała pierwsza plantacja. Kolonia szybko się rozwijała i już w 1769 roku liczyła blisko 6 tysięcy niewolników, a znaczną częścią plantacji zarządzali Brytyjczycy. Demerara kilkukrotnie przechodziła z rąk holenderskich do brytyjskich, ostatecznie w 1815 roku Holandia zrzekła się kolonii, a Demerara została połączona z sąsiednią kolonią Essequibo, tworząc zalążek Gujany Brytyjskiej. Gospodarka opierała się na plantacjach trzciny cukrowej, kawy i bawełny, a od nazwy kolonii pochodzi określenie popularnego brązowego cukru – demerara.
BARON WILLEM AUGUST SIRTEMA VAN GROVESTINS I RODZINA KREYCZI
„A więc w tysiąc siedemset dziewięćdziesiątym trzecim roku Willem August miał pięćdziesiąt trzy lata, ogromne ambicje i ciężkie zadanie w postaci stłumienia buntu, który podnieśli niewolnicy na Demerarze” (Wilcze znamię, s.294)
Fryzyjski baron Willem August Sirtema van Grovestins w latach 1793 – 1795 pełnił funkcję wicegubernatora Demerary z nadania Holenderskiej Kompani Zachodnioindyjskiej (GWC) i wykorzystywał pracę tysięcy niewolników do uprawy bawełny, kakao i trzciny cukrowej. Posiadał także własną plantację „Princess Carolina”, która pozostała w rękach rodziny van Grovestins do 1820 roku. Gdy Gujana przeszła pod zarząd Brytyjczyków, van Grovestins z olbrzymim majątkiem na pokładzie angielskiego statku udał się do Europy. Zamieszkał w Pradze.
WILHELMINA, WILHELM I PRZEMYSKA KREYCZÓWKA
„(…) dziadek z ogromnym majątkiem przypłynął do Europy. Osiedlił się w Pradze, gdzie ożenił się z moją babką Cathariną Caroliną Hoff. Tam też na świat przyszła moja mama, tam na praskim uniwersytecie poznała mojego ojca Franza Kreycziego i wychodząc za mąż, otrzymała w posagu część majątku wywiezionego przez dziadka z Demerary. Gdy rodzice przybyli do Przemyśla, z tych pieniędzy powstał nasz uroczy folwark.” (Wilcze znamię, s.310)
Blisko trzydziestohektarowy folwark leżący w granicach Przemyśla, widoczny na mapie z 1852 roku, należał do Franciszka Kreycziego – filozofa i nauczyciela przemyskiego gimnazjum oraz twórcy Instytutu Filozoficznego. Jednak prawdziwym „sponsorem” posiadłości był zbiegły z Demerary wicegubernator, Willem August Sirtema van Grovestins, ojciec baronessy Wilhelminy van Grovestins, późniejszej żony filozofa. To właśnie posag Wilhelminy zapewnił Franciszkowi pozycję i niewyobrażalną jak na owe czasy, fortunę. Wiadomo, że małżeństwo doczekało się co najmniej dwóch synów: Wilhelma – lekarza wojskowego 40 Pułku Piechoty w Rzeszowie a potem lekarza Szpitala Garnizonowego we Lwowie, oraz Emila. Niestety, Kreyczowie nie uwzględnili kosztów utrzymania tak wielkiej nieruchomości w mieście targanym epidemiami i dziejową zawieruchą. Zadłużoną posiadłość po kawałku przejmowali wierzyciele, a przeważającą część Kreyczówki odsprzedano państwu oraz osobom prywatnym.
ZAMEK W SANOKU
„(…) drągi za oknem, którymi podpieracie zamek, by przez głupotę waszych budowniczych nie osunął się do Sanu… W oczy rzucało się niedbalstwo nowych gospodarzy, szczątki rozebranych murów, porozrzucany tu i ówdzie gruz, wyszczerbione cegły i kamienie (Nóż i piołun, s.316, 338)
Zamek Królewski w Sanoku położony jest w centralnej części miasta na wzgórzu opadającym stromą, około 40-metrową skarpą do rzeki San. W swych murach gościł królów Polski: Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełłę, a także pełnił funkcję rezydencji dla Zofii Holszańskiej oraz Izabeli Węgierskiej. W okresie zaboru austriackiego zamek przekształcono w siedzibę urzędu cyrkularnego, a następnie starostwa. Dokonano wówczas istotnych zmian w strukturze budowli – rozebrano część murów obronnych i umocnień, zlikwidowano bramy oraz wieżę, a także przekształcono wnętrza, naruszając pierwotne fundamenty. W 1825 roku wzniesiono mur zabezpieczający obiekt przed osunięciem się do Sanu. Obecnie zamek stanowi siedzibę Muzeum Historycznego w Sanoku.
NAGROBEK ZYGMUNTA ALEKSANDA TARŁO W KOŚCIELE PW. MATKI BOŻEJ ANIELSKIEJ OO. FRANCISZKANÓW W ZAKLICZYNIE
„Śród męskiego żywiołu, dziczy tej nieposkromionej, prym wiodła niewiasta – Draganka(…). Kobieta sama wydawała rozporządzenia czernińskiej tłuszczy: łupiła ołtarze, torturowała zakonników, a na końcu, dopełniwszy dzieła zniszczenia, pohańbiła pamięć po zmarłych mego rodu. W klasztorze znajduje się nagrobek przodka mego i fundatora klasztoru, świętej pamięci Zygmunta Aleksandra Tarło, wykonany z białego marmuru, w postaci rycerza z buławą w dłoni. Temu to posągowi bezbożna ręka owej niewiasty utrąciła buławę i nogi (…)”
(Nóż i piołun, s.354)
W wykazie szkód wyrządzonych zakliczyńskiemu klasztorowi ojciec gwardian, Wincenty Łatyński, podaje, że 21 lutego 1846 roku chłopi wjechali konno do kościoła i budynku klasztornego, plądrując „od piwnic po strychy”. Zrabowano między innymi srebrne nakrycia stołowe, obrusy, sprzęty kuchenne, zapasy żywności. Z kasy klasztornej skradziono 200 florenów, a kościelne groby otwarto i sprofanowano. Łupem napastników padły obrazy, rzeźby i pozostałe dzieła sztuki – wśród nich zabytkowy posąg Zygmunta Aleksandra Tarło. Ksiądz Stefan Dembiński w swojej kronice „Rok 1846” cytuje słowa gwardiana Łatyńskiego, zgodnie z którymi napaścią kierowała „kobieta na ambonie, z niej czyniąc rozporządzenia, co mają robić rabusie w kościele”. Według współczesnego historyka ziemi bocheńskiej, Janusza Paproty, kobieta miała na imię Draganka, pochodziła z Żegociny i „na koniu, z fajką w zębach, rabowała w okolicach Zakliczyna”. Szacuje się, że w czasie rabacji galicyjskiej, banda pod wodzą Draganki zamordowała 13 osób.
TARŁOWIE HERBU TOPÓR
„Topor biały powinien być w czerwonem polu, ostrzem w lewą tarczy obrócony, na hełmie takiż Topor, tylko, że ostrzem trochę nachylony ku ziemi, jakby końcem utkwiony w koronie”
„Nóż i piołun” s. 267, cyt. za „Herbarz polski” Kaspra Niesieckiego, tom 9, op.cit.
Herb Topór wzmiankowany jest w najstarszym zachowanym do dziś polskim Herbarzu, „Insignia seu clenodia Regis et Regni Poloniae”, spisanym przez Jana Długosza, który określał „Toporczyków” jako „(…) ludzi elokwentnych i przepełnionych energią.” Do najbardziej znanych rodów pieczętujących się herbem Topór należeli Tęczyńscy, Ossolińscy oraz Tarłowie, wywodzący swe początki z XIV w. ze Szczekarzewic (obecnie Czekarzewice w województwie świętokrzyskim). Tarłowie herbu Topór zajmowali wysokie urzędy państwowe (9 wojewodów, 9 kasztelanów). Słynęli z waleczności oraz hojności na rzecz kościoła. Zygmunt Tarło sprowadził do Polski franciszkanów reformatów, fundując zakonnikom w 1621 r. drewniany klasztor, a rok później kościół – prawdopodobnie jako przeciwwagę dla silnych w okolicy wpływów ariańskich. Jego syn, Zygmunt Aleksander Tarło, zmienił zabudowę klasztoru i kościoła z drewnianej na murowaną, przeznaczając na ten cel ok. 14 tysięcy florenów. W 1748 r. dobra zakliczyńskie przeszły z rąk Tarłów na własność rodziny Lanckorońskich. Ostatnim wspomnianym w Herbarzu przez Niesieckiego przedstawicielem rodu jest hrabia Jan Kanty Tarło (1790 – 1855), dziedzic dóbr Sułkowice i Zalesie oraz sędzia pokoju okręgu stopnickiego.
MAGDA SKUBISZ
Magda Skubisz ukończyła Akademię Muzyczną w Katowicach (Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, kierunek wokalny). Zawodowo zajmuje się emisją głosu, a także współpracuje z rzeszowskimi teatrami jako konsultant ds. wokalnych. W 2020 r. w plebiscycie dziennika „Nowiny” Magda Skubisz znalazła się w gronie „TOP 15 Najbardziej Wpływowych Kobiet Podkarpacia”.
Kilka lat temu autorka napisała serię książek LO Story – „o młodzieży, ale niekoniecznie dla młodzieży” – opowiadającą o przemyskich licealistach. Książki wywołały sporo kontrowersji w rodzinnym mieście autorki. Do wydawnictwa dotarł list protestacyjny podpisany przez nauczycieli z byłego liceum autorki. Oskarżono w nim Magdę o szkalowanie dobrego imienia szkoły i „kalanie własnego gniazda”.
Na potrzeby Sagi roku Tyszkowskich Magda „odkopała” zapomniane dzieje rodziny Tyszkowskich. Ukończyła także kurs zielarski, otrzymując dyplom z rąk dra Henryka Różańskiego – dyplom można zobaczyć tutaj.
Zrealizowano przy pomocy środków stypendium twórczego przyznanego przez Prezydenta Miasta Przemyśla.