Trzydzieści lat temu, jesienią 1992 roku, Robert Gamble wraz z Bronisławem Kledzikiem – chcąc wydać w Polsce poradnik dla rodziców autorstwa Adele Faber i Elaine Mazlish „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” – powołali w Poznaniu do życia wydawnictwo Media Rodzina.

Dzisiaj świętujemy nasze trzydzieste urodziny z nadzieją, że Państwo, jako nasi czytelnicy, dołączą do nas!

Przygotowaliśmy dla Państwa jubileuszowy – 30% rabat – na książki z naszej wydawniczej oferty*, ważny od 17 listopada do 22 grudnia tego roku.

Dodatkowo, przy zapisie do newslettera, wysyłamy Państwu unikatowy kod rabatowy uprawniający do 45% zniżki na pierwsze zakupy* na stronie www.mediarodzina.pl. Ponadto do zakupów powyżej 50 zł dołączymy torbę z cytatami z naszego kultowego „Małego Poradnika Życia”, a powyżej 100 zł także kubek z cytatami!

 

*Rabat nie obejmuje maskotek, a także książek wydawnictw zewnętrznych, dystrybuowanych przez nasze wydawnictwo. Maksymalna liczba zakupionych w cenie promocyjnej (rabat 45%) egzemplarzy danego tytułu wynosi dwa.

Regulamin akcji dostępny jest w załączniku.

 

30 lat Media Rodzina - gadżety

rok po roku

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły

To najdłuższy tytuł spośród ponad tysiąca książek, które dotąd wydaliśmy. Zarazem jednak najdłużej utrzymujący się na naszej wydawniczej liście bestsellerów. Już 30 lat.

Książkę przywiózł z USA Robert D. Gamble i postanowił wydać. Chciał, by pomagała polskim rodzinom, i tylko tyle. O założeniu wydawnictwa nie myślał. Książka ukazała się na początku grudnia 1992 roku, a już w następnym miesiącu musieliśmy zamawiać  dodruk. Zaczęło się od kilkunastu tysięcy egzemplarzy, kolejne dodruki liczyły już kilkadziesiąt tysięcy. Skąd ten fenomen, który przy okazji dał życie Media Rodzinie?

Książka ukazała się w pierwszych latach budowania w Polsce demokracji, powiedzmy wprost – normalności. Stosunki społeczne, w tym życie rodzinne,  też wymagały naprawy. W wielu rodzinach, a nawet szkołach, publicznie deklarowana troska o pełne szczęścia i miłości wychowanie dzieci zderzała się z aktami przemocy psychicznej, czasem nawet fizycznej. Hasło „dzieci i ryby nie mają głosu” to był odziedziczony spadek po wcześniejszych epokach.

Wkrótce zaczęliśmy  otrzymywać listy od rodziców z podziękowaniami, że proste rady, jak ułożyć sobie relacje z dziećmi, są skuteczne, że może być normalnie, nawet jeżeli zdarzają się konflikty. W całej Polsce zaczęły powstawać Szkoły dla Rodziców, odbywały się sympozja, zdarzyło się nawet, że kiedy po wyborach w hotelu sejmowym nastąpiła wymiana posłów, panie sprzątaczki znalazły w szafkach wiele egzemplarzy naszej pierwszej książki.

Zachęceni jej  sukcesem wydaliśmy kolejne tytuły znakomitej pary autorek: Rodzeństwo bez rywalizacji, Jak mówić, żeby dzieci się uczyły oraz Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci.

Z prawdziwą satysfakcją mogliśmy po latach wspólnie z panem Robertem Gamble’em stwierdzić, że życie w Polsce staje się coraz bardziej normalne.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Optymizmu można się nauczyć

Ta książka pomogła tysiącom ludzi na całym świecie. Jej autor Martin E.P. Seligman,  profesor psychologii na uniwersytecie w Pensylwanii (USA), uznany na świecie autorytet w dziedzinie motywacji i stylu wyjaśniania wydarzeń, udowodnił, że jeżeli dzieje się źle, to wcale nie musi zdarzyć się najgorsze, że czarne myśli nie muszą nami kierować, że lepiej szukać możliwych rozwiązań i wierzyć, że pokonamy kłopoty. Najgorszym z możliwych rozwiązań jest bezradność, a w konsekwencji, bierność i rezygnacja leżące u podstaw depresji.

Książka Optymizmu można się nauczyć to pionierski poradnik pokazujący skuteczne sposoby, które mogą ci pomóc wydobyć się z pesymizmu, zmienić negatywne myślenie i udoskonalić swoje życie. Zawarte w niej testy pozwolą ci również:

* ocenić poziom własnego optymizmu czy pesymizmu,
* rozpoznać swój styl wyjaśniania wydarzeń pomyślnych i niepomyślnych,
* poprzez proste ćwiczenia pomóc swoim dzieciom opanować wzory pozytywnego myślenia, by uchronić je przed depresją już we wczesnym wieku,
* zmienić swój wewnętrzny dialog i poznać zadziwiające skutki tej zmiany.

Warto jednak wiedzieć, czy wszystko jesteśmy w stanie zmienić? Martin E.P. Seligman na to pytanie odpowiada w swojej kolejnej książce Co możesz zmienić, a czego nie możesz, która w przystępny sposób wyjaśnia mechanizm rozwoju i funkcjonowania psychiki człowieka.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Mały poradnik życia

Zajmuję się kalendarzem MPŻ, od kiedy pracuję w wydawnictwie – wydanie na rok 2023 to będzie mój piętnasty raz, ale oczywiście tradycja Małego Poradnika Życia jest znacznie dłuższa. Każdej wiosny zasiadam do redakcji i spośród wielu setek haseł wybieram 365 (lub 366), po czym układam z nich rok pełen dobrych myśli. Baza haseł regularnie się powiększa, ale wiele przestróg i rad H. Jacksona Browna znam już na pamięć i bardzo je lubię. Oczywiście, nieprzypadkowo w dni urodzin moich bliskich czy w inne ważne dla mnie daty kartki z kalendarza oferują wyjątkowo optymistyczne sentencje…

Jednak najbardziej mnie zadziwia, jak często te zupełnie nierozmyślne wybory okazują się trafne, a czasem wręcz prorocze. Zdarzyło mi się nie raz, nie dwa, że znajome osoby pytały na przykład: „Skąd wiedziałaś, że właśnie tego dnia sprzedam samochód?” albo: „Skąd mogłaś wiedzieć, że akurat w ten piątek obchodzę z mężem rocznicę pierwszego pocałunku?”. Również obce mi osoby, w tym znany dziennikarz, na swoich kontach społecznościowych zwracały nieraz uwagę na idealne zgranie się kalendarza z aktualnymi wydarzeniami. Nie pytajcie mnie, jak to możliwe. Sama nie wiem. To musi być jakaś mediarodzinowa magia.  W końcu tutaj każdy jest czarodziejem, nawet jeśli o tym nie wie…

 

Notkę o książce przygotowała Ewelina Angielczyk.

Opowieści z Narnii

Na początku była szafa. Stara szafa. W starym odosobnionym wiejskim domu starego Profesora. To tu bawiło się czworo dzieci –  bohaterów opowieści C.S. Lewisa: Piotr, Zuzanna, Edmund i najmłodsza Łucja. To ona w trakcie zabawy odkryła, że w szafie jest tajemnicze przejście do innego świata zwanego Narnią. Ten inny świat dzieci dopiero będą odkrywać, a jest to świat stworzony przez lwa Aslana, gdzie zwierzęta mówią, gdzie panuje dobro, w którym jednak pojawia się zła Biała Czarownica, a wraz z nią siły zła i ciemności.

Obraz starej szafy z tajemniczym przejściem do innego świata – jak pisze biograf C.S. Lewisa Michael Coren – od dzieciństwa zaprzątał uwagę pisarza. To możliwy wpływ lektury Edith Nesbit (Ciotka i Anabela) oraz Tajemniczego ogrodu Francis Hodgson Burnett. Obraz ten stał się jednak z czasem na tyle sugestywny i przekonujący, że –jak piszą komentatorzy Narnii – zdarzało się, że zabawę czworga dzieci z Narnii powtarzały dzieci w realu.

Jedna z mam po wydaniu Lwa, Czarownicy i starej szafy napisała do nas, że jej dzieci od kilku już dni przez wiele godzin ukrywają się w szafie i bezskutecznie próbują odnaleźć tajemnicze przejście. Dla nas w Media Rodzinie ten list nie był zaskoczeniem. Wcześniej, krótko po wydaniu książki Harry Potter i kamień filozoficzny  J.K. Rowling, londyńskie gazety doniosły, że na stacji kolejowej King’s Cross co parę dni jakieś dziecko próbuje pokonać ścianę, by dostać się na peron 9 i ¾ i stąd odjechać do Hogwartu.

Lew, Czarownica i stara szafa kończy się zwycięstwem nad Białą Czarownicą. Koniec świata Narnii C.S. Lewis opisał w Ostatniej bitwie, siódmym tomie kończącym cykl. Lew Aslan, władca Narnii, król  podobny Chrystusowi, wraz ze swoimi zwolennikami zwycięża Czarownicę, a dzieci po wielu przygodach, kiedy to były królowymi i królami, wychodzą z szafy. I to był ten sam dzień, ta sama pora, kiedy do niej wskoczyły.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Inteligencja emocjonalna

Po wydaniu książek wybitnego amerykańskiego psychologa Martina E.P. Seligmana, zwłaszcza Optymizmu można się nauczyć, wydanie Inteligencji emocjonalnej Golemana stało się dla nas czymś całkowicie naturalnym. Nie znaczy to jednak, że byliśmy pewni sukcesu tej książki u nas w Polsce. Wprawdzie ze świata dochodziły do nas głosy, że książka robi furorę, ale o tym, że wydaliśmy bestseller, mogliśmy przekonać się osobiście na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. Już na ich półmetku okazało się, że sprzedaliśmy wszystkie zabrane egzemplarze!

Pojęcie inteligencji emocjonalnej znane było psychologom od dawna. Jednak to Daniel Goleman uczynił je powszechnie zrozumiałym i użytecznym. Przyczyniła się do tego również jego druga książka Inteligencja emocjonalna w praktyce. Coraz częściej zaczęto mówić już nie tylko o ilorazie inteligencji (IQ), ale właśnie o inteligencji emocjonalnej (EM). Innymi słowy, to nie tylko wiedza decyduje o sukcesie w życiu, ale również emocje. Upraszczając jeszcze bardziej, to serce, a nie tylko rozum ma być drogowskazem naszego życia.

Powszechnie podziwiany postęp naukowo-techniczny, osiągnięcia tzw. inteligencji sztucznej okazały się zdaniem Daniela Golemana nie do końca satysfakcjonujące. Ważne są odkrycia naukowe, ważne są dyplomy najsłynniejszych uczelni, ważne są  świadectwa z czerwonym paskiem. Chodzi o to, że nie powinny one być bezduszne.

Daniel Goleman zebrał w swojej książce wiele przykładów z doświadczeń i testów przeprowadzanych wśród dzieci. Dowodzą one, że te dzieci, które potrafiły kontrolować swoje emocje, mają najwięcej szans na to, by w przyszłości stać się lubianymi szefami, wybitnymi aktorami czy sportowcami itp.

Tak jak możemy badać iloraz inteligencji (IQ), tak samo – przekonuje Daniel Goleman – możemy badać poziom inteligencji emocjonalnej (EM). Autor zamieszcza w swojej książce test, który pomoże nam zdefiniować własne emocje, a w konsekwencji nauczyć się je kontrolować.

Stąd już blisko do poglądów Martina E.P. Seligmana, który przekonuje, że pozytywne uczucia zapewniają nam większy komfort życia, że optymizmu można się nauczyć.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Rozmowy o śmierci i umieraniu

Są książki i książki, o których chciałoby się powiedzieć, że są wieczne. Należą do nich bez wątpienia książki Elisabeth Kübler-Ross.

Pierwszą były Rozmowy o śmierci i umieraniu, które wydane w 1969 roku w Stanach Zjednoczonych zapoczątkowały wielki przełom w naszych relacjach ze zbliżającymi się do kresu życia chorymi i wyznaczyły nowy kierunek w rozwoju medycyny, szczególnie opieki paliatywnej, w tym także opieki hospicyjnej. Książka ta przez wiele lat była jedyną publikacją z dziedziny psychotanatologii, a zarazem podręcznikiem – źródłem ogromnej wiedzy dla tych wszystkich, „którzy pragnęli zrozumieć ludzkie i własne cierpienia związane z umieraniem i śmiercią” (jak pisał Jacek Łuczak, jeden z twórców polskiej szkoły opieki paliatywnej).

Jej kontynuacją jest Życiodajna śmierć – cykl wykładów, jakie wygłosiła autorka na swoich seminariach, podczas których chorzy przekazywali swoje historie cierpienia studentom, pielęgniarkom czy pracownikom socjalnym. Szczególnie cenne, nowatorskie i odkrywcze są przedstawione w książce spotkania autorki z umierającymi dziećmi, opisane jeszcze szerzej w kolejnej jej książce Dzieci i śmierć.

Fenomen twórczości Elisabeth Kübler-Ross polega na tym, że jej książki o śmierci i umieraniu to tak naprawdę książki o życiu, o naszej wrażliwości i empatii, o wychodzeniu naprzeciw naturalnym potrzebom chorych do dzielenia się swoimi przeżyciami i historiami cierpień. Stąd też wziął się jedyny w swoim rodzaju oksymoron – życiodajna śmierć.

Elisabeth Kübler-Ross w ankiecie magazynu „Time” znalazła się w gronie stu najbardziej wpływowych myślicieli dwudziestego wieku, a krótko potem, w 1977 roku, została Kobietą Roku, a następnie Kobietą Dziesięciolecia.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Zniewolone dzieciństwo

Kto był bity, będzie bił – takie przesłanie można wyczytać w książkach wybitnej psycholożki i psychoterapeutki polskiego pochodzenia i światowej sławy pisarki Alice Miller.

Jej pierwsza książka, którą wydaliśmy, Zniewolone dzieciństwo, ma na froncie dwie fotografie: Hitlera jako męża stanu i chłopca w wieku komunijnym. Tak odczytał książkę grafik, autor okładki. Wkrótce okładka ta stała się powodem naszego konfliktu z autorką książki. Alice Miller (przeżyła getto warszawskie) powiedziała nam, że nie chce, aby w jej książkach była fotografia Hitlera. Wiążąca nas umowa stanowiła, że okładka książki powinna być zaakceptowana przez autorkę, a myśmy przeoczyli ten punkt umowy.

Po paru miesiącach spotkaliśmy się z autorką w siedzibie wydawnictwa w Poznaniu. Była zaskoczona, że kilkutysięczny nakład jej książki zniknął z księgarń. Podejrzewała nawet, że stało się tak z powodu ingerencji osób niechętnych jej poglądom. Chodziło w szczególności o czwarte przykazanie dekalogu: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Ona, Alice Miller, uważa, że rodzice mogą być również tyranami.

Tyranem był ojczym Hitlera, alkoholik, który bił pasierba wielokrotnie. Gdyby nie matka, zakatowałby go na śmierć. Po latach otrzymane baty przypomniały o sobie. Hitler mógł robić tak samo, ale w zupełnie innej już formie i skali. Podobnie – stwierdza autorka – wyglądało dzieciństwo Stalina, a wiele lat później serbskiego przywódcy Slobodana Miloševicia.

Zniewolone dzieciństwo stało się głównym tematem badań i przemyśleń Alice Miller. Światowy rozgłos przyniósł jej protest przeciwko klapsom, opublikowany w Dramacie udanego dziecka, który stał się prawdziwym manifestem walki z przemocą wobec słabszych.

A okładka naszej książki? Za zgodą autorki żyje do dziś.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Harry Potter

„Uwierz w siłę wyobraźni” – ten slogan często powtarzany przez J.K. Rowling stał się również mottem naszej kampanii promocyjnej Harry’ego Pottera. Okazało się, że najprędzej trafił do wyobraźni młodych czytelników, równolatków bohatera książki, bo to oni sprawili, że w krótkim czasie mały czarodziej podbił serca i umysły milionów czytelników na całym świecie. Nie pomogły zaklęcia, święcona woda, palenie książek  –  siła wyobraźni okazała się silniejsza od egzorcyzmów.

Dzisiaj, po ponaddwudziestoletniej obecności na rynku Harry’ego Pottera, kiedy książkę tę zaczęło czytać kolejne pokolenie młodych czytelników, otrzymujemy w wydawnictwie ciągle te same listy zdumionych rodziców, którzy piszą – moje dziecko zaczęło czytać książki dzięki Harry’emu Potterowi.

O tej siedmiotomowej sadze J.K. Rowling napisano już setki artykułów oraz mądrych lub mniej mądrych dysertacji naukowych. Nam się jednak wydaje, że najciekawsze są spostrzeżenia dzieci, opinie, które do dzisiaj zachowały swój niepowtarzalny blask. Kiedy w 2002 roku z okazji uhonorowania J.K. Rowling Orderem Uśmiechu zapytaliśmy młodych czytelników, za co kochają Harry’ego Pottera, otrzymaliśmy tysiące odpowiedzi.

 

Kasia z miejscowości Łapy napisała:

„Moim zdaniem każde dziecko, w tym i ja, marzy, aby być kimś niezwykłym, potrafić robić to, czego inni nie potrafią. Właśnie to jest tym czarem, bo w tej książce marzenie się spełnia. I to właśnie za to lubię Harry’ego Pottera”.

 

A Kasia z Sosnowca wyznała:

„Ta książka wyzwoliła we mnie ducha wyobraźni. Do tej pory nie miałam wyobraźni i chodziłam przygnębiona”.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Pan Kuleczka

Kiedy kilkanaście lat temu zaczynałam pracę w wydawnictwie, Pan Kuleczka już miał status klasyka. Przez ten czas wiele tytułów dla dzieci odeszło w niepamięć, ale Kuleczka nadal trzyma się mocno – wciąż dodrukowujemy stare tytuły i co jakiś czas wydajemy nowe. W tym roku ukaże się już dziewiąty zbiór opowiadań.

Zupełnie mnie nie dziwi ta nieustająca sympatia czytelników do książek duetu Widłak-Wasiuczyńska. W końcu to opowieść o rodzinie, co prawda zupełnie nietypowej, ale na swój sposób idealnej. Oto pies, kaczka, mucha i ich opiekun tworzą wspólnie Dom przez duże „D” – bezpieczny, ciepły, kochający… Dom, do jakiego wszyscy naprawdę tęsknimy.

Co ciekawe, z opowiadaniami o Panu Kuleczce jest trochę jak ze znaną zagadką o jajku i kurze – nigdy nie wiemy, co było pierwsze: obraz czy tekst. Ostatecznie jednak razem stanowią tak miłą dla oka, ucha i duszy całość, że – jak w tej zagadce – odpowiedź naprawdę nie ma znaczenia.

 

Notkę o książce przygotowała Ewelina Angielczyk.

Baśnie Andersena

Pewnego dnia do drzwi naszego wydawnictwa zastukała Bogusława Sochańska z plikiem przetłumaczonych przez siebie baśni Andersena. Jej entuzjazm i gorące uczucie dla geniuszu wielkiego Duńczyka na wiele lat udzieliły się i nam – przekonała nas, że przyszedł czas, aby czytelnicy w Polsce poznali wreszcie Andersena prawdziwego, a nie tłumaczonego przez język trzeci, zazwyczaj niemiecki, lecz wprost z duńskiego.

Nadarzała się okazja, aby z faktu tego uczynić wydarzenie – zbliżało się 200-lecie urodzin pisarza. Plan był śmiały – Bogusława Sochańska już od pewnego czasu poszukiwała wydawcy, który zgodziłby się opublikować całość baśniowego dorobku Andersena w jej nowym przekładzie. Czasu było za mało, aby w urodziny pisarza opublikować wszystkie baśnie i opowieści (takie trzytomowe wydanie ukazało się w 2006 roku ), więc w 2005 roku wyszedł wybór 29 utworów z ilustracjami Duńczyka Flemminga B. Jeppesena. Konkurencję miał w postaci słynnego wydania ilustrowanego przez Jana Marcina Szancera. Dla wielu stanowi ono prawdziwy Andersenowski wzorzec i trudno z tym polemizować. Czymś jednak przekład Bogusławy Sochańskiej wyróżnia się zdecydowanie.

Dlaczego jest prawdziwszy? Otóż dlatego, że jest próbą pokazania, na czym polega geniusz Andersena: jego język jest nie tylko cudownie baśniowy, ale i prosty jak język  mówionej opowieści, a jego pisanie okrasza humor! Tak, to był pisarz naprawdę dowcipny, z czego polski czytelnik dotąd właściwie nie zdawał sobie sprawy. Znaliśmy Andersena jednowymiarowego, tragicznego, smutnego. Ten jest nie tylko zadumanym baśniopisarzem z dziecinnego pokoju, ale i pisarzem przez duże P.

 

Notkę o książce przygotowała Maria Bosacka.

Mądra Mysz

Kiedyś na targach frankfurckich przemiła pani z niemieckiego wydawnictwa Carlsen pokazała nam z dumą serię książeczek dla najmłodszych „Lesemaus”. Pamiętam, że pełna niedowierzania słuchałam danych sprzedażowych, obracając w ręku niepozorną książeczkę. Niewielki format, miękka oprawa, 24 strony szyte „na drut”, cena 1,90 euro. Owszem, przyjazne, wesołe ilustracje i ciekawy koncept: każdy z tomików przedstawia dzieciom jeden zawód, nie szczędząc szczegółów technicznych. Niektóre książeczki, choć przeznaczone dla trzy- i czterolatków , zawierały całą masę skomplikowanych informacji technicznych. Bez większego przekonania zabrałam ze sobą jedną książkę i rozpakowując walizkę, porzuciłam ją na stole w kuchni. To był tytuł o rolnikach.

I wtedy się zaczęło. Mój czteroletni synek dostrzegł w książeczce coś, czego ja nie widziałam, i od tego październikowego wieczoru zamęczał nas prośbami o czytanie, w kółko i w kółko. Mój mąż spontanicznie przełożył tekst z niemieckiego, a po trzech dniach wszyscy troje na pamięć znaliśmy wyposażenie i funkcje kombajnu.

Zamówiłam z Carlsena więcej tytułów i już wkrótce potrafiłam wyrecytować, jakie jest wyposażenie wozu strażackiego i śmieciarki.

Zaczęliśmy wydawać tę serię w 2008 roku. Nie minęło wiele czasu, kiedy całe pokolenie czterolatków znało na pamięć budowę i wyposażenie wozu strażackiego, śmieciarki, lokomotywy, samolotu, gabinetu weterynaryjnego i wielu innych… Seria szybko osiągnęła sukces i status bestsellera, a najlepiej sprzedającymi się tytułami do dziś pozostają książeczki „Mam przyjaciela strażaka” i „Mam przyjaciela śmieciarza”.

Po dziś dzień, gdy znajomi dowiadują się, gdzie pracuję, wielu z nich wypomina, że przeze mnie musieli w kółko i w kółko czytać dzieciom o śmieciarkach…

W serii Mądra Mysz znajdziemy mnóstwo innych tematów – choćby książeczki poświęcone Zuzi (temu, co robi, czego się uczy, czego nie robi, bo nie wolno itd.), które dowcipnie opowiadają o zwykłych sprawach małego dziecka, uczą zachowań, są wskazówką, jak żyć w grupie; Maksowi czy maszynom i pojazdom. Cała seria ma walor edukacyjny.

 

Notkę o książce przygotowała Joanna Nowakowska.

Igrzyska śmierci

Tekst Igrzysk śmierci dostałam od agenta w formie surowego maszynopisu, jeszcze nie zredagowanego przez amerykańskiego wydawcę. Zaczęłam czytać pod koniec dnia pracy, a skończyłam rano. Nie było takiej siły, która by mnie odwiodła od zakupu praw. Mój entuzjazm dzielili po kolei wszyscy: agenci, tłumacze, redaktorzy, Anna Dereszowska, która nagrała dla nas audiobook.

A potem przyszła smutna rzeczywistość –  książka nie chciała się sprzedawać. Tragedii nie było, ale sukcesu też nie. W roku 2009 kategoria młodzieżowa sprzedawała się słabo. Dziś, gdy książki młodzieżowe okupują pierwsze miejsca topki Empiku, brzmi to niewiarygodnie. A jednak. Wtedy był   to trochę obszar bez odbiorcy: taka ziemia niczyja między dziećmi a dorosłymi. Przecież każdy szanujący się nastolatek czuje się dorosłym czytelnikiem i sięga po książki Stevena Kinga. Igrzyska śmierci doceniali moi rówieśnicy, ludzie trzydziestoletni, ale który trzydziestolatek sięgnie po książkę, której główna bohaterka ma 17 lat?

Wydanie kolejnych tomów, a potem ekranizacja zmieniły sytuację diametralnie. Książka stała się bestsellerem i zaczęły ją czytać zarówno dwunastolatki, jak i czterdziestolatkowie. A gdy 11 lat później wyszła Ballada ptaków i węży, prequel do serii Igrzyska śmierci, dorośli czytelnicy byli już na nią przygotowani. I dobrze, bo Ballada to nie tylko akcja i surwiwal; to głęboka powieść o tym, czym jest władza.

Igrzyska śmierci na zawsze pozostaną moją czytelniczą miłością, choćby dlatego, że jasno pokazały jedną ważną zasadę: że czytanie nie ma wieku.

 

Notkę o książce przygotowała Joanna Nowakowska.

Księga dżungli

Czy Kipling, laureat Nagrody Nobla, znał baśń o Czerwonym Kapturku? Jego egzegeci twierdzą, że znał. Zatem jaka musi być siła fikcji literackiej, która spowodowała, że wilki wcale nie zjadły Maugliego, bohatera powieści, a wręcz odwrotnie, uratowały chłopca, wykarmiły niemowlę, nauczyły go własnego języka, a on sam stał się później przystojnym młodzieńcem!

Józef Wilkoń, ilustrując Księgę dżungli, uległ urokowi legendy, bo tak musiało się stać. Spod jego pędzla wyłoniła się najpierw czarna noc, a zaraz potem złoty księżyc, bo taki przecież jest księżyc. A potem zwierzęta, wiele zwierząt. Tygrys, małpy, wąż, słonie, wilki, pantera i… mały chłopiec.

Kipling zrobił wiele, żebyśmy nie bali się dżungli, natomiast Józef Wilkoń – a stało się to wiele lat później – sprawił, że się nią zauroczyliśmy. Dżungla Wilkonia jest groźna, ale przyjazna. Mroczna, ale przytulna. Kipling, co widać w tekście, nie wszystkie zwierzęta obdarzał jednakową sympatią. Najwyraźniej nie lubił małp. Wilkoń kocha wszystkie równo. No, może najbardziej wilki. Ostatecznie to one wykarmiły chłopca, a poza tym to po nich artysta dziedziczy połowę swojego nazwiska.

Księga dżungli Józefa Wilkonia ukazała się w grudniu 2009 roku. Tuż przed Bożym Narodzeniem spotkaliśmy się w jego domu w Zalesiu Dolnym na uroczystej premierze książki. Jakże byliśmy wzruszeni, kiedy mogliśmy życzyć artyście, aby te wszystkie zwierzęta, które wyrzeźbił, które narysował, którym dał życie, cała arka Noego, a w szczególności wilczki, przemówiły do niego w wieczór wigilijny ludzkim głosem: „Chwała na wysokości, chwała…”.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Baśnie braci Grimm

Natrafiliśmy na to wydanie na targach książki we Frankfurcie. Stało sobie na półce i pociągało zgrabnym pudełkiem i klasycznymi czarno-białymi rycinami. Skoro wydaliśmy już wszystkie baśnie i opowieści Andersena w nowym tłumaczeniu, to dlaczego nie zrobić tego z Grimmami? Mieliśmy przed sobą dwutomowe, pełne wydanie, zwane wielkim. A więc do dzieła!

W poszukiwaniach tłumaczki / tłumacza pomógł nam profesor Hubert Orłowski. Tak natrafiliśmy na Elizę Pieciul-Karmińską, która owszem, do pracy się zapaliła, z tym że właśnie urodziła synka…

Na szczęście udało jej się świetnie pogodzić obowiązki mamy i tłumaczki, stała się też wielką orędowniczką Grimmów – nie tylko wiernego tłumaczenia oddającego ducha i literę oryginału, lecz także właściwej ich recepcji. Bo nie da się ukryć – pokutuje ciągle u nas przekonanie, że są to bajki okrutne, ociekające krwią i trzeba je dzieciom podawać w formie strawnych utworków, produkowanych przez tłumaczy od siedmiu boleści i domorosłych artystów. A przecież baśnie Grimmów, wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, to wspaniałe dzieło, będące skarbnicą wątków wędrujących od setek lat po całym świecie. Warto o tym pamiętać!

 

Notkę o książce przygotowała Maria Bosacka.

Kicia Kocia

Pewna mama narysowała dla pewnej dziewczynki śmieszną kotkę z wielkimi oczami. Dziewczynka raz nazywała ją Kicią, raz Kocią, a ponieważ nie mogła się zdecydować na żadne z tych imion, zaczęła na nią mówić Kicia Kocia. Śmieszna kotka miała coraz więcej przygód, uczyła się gotować, zakładała zespół muzyczny, nawet została policjantką…

Anita Głowińska pukała z Kicią Kocią do różnych wydawnictw. U nas też zastanawianie się nad tą serią trochę trwało. Że będzie to seria nieustannie pączkująca, okazało się dopiero po pewnym czasie, kiedy sukces Kici Koci przeszedł najśmielsze oczekiwania. Dziś Kicia Kocia ma już braciszka Nunusia, przyjaciół nie tylko w książkach i swój udany odpowiednik w postaci maskotki. Podobnie jak Pacek i inni jej towarzysze. Ciągle do końca nie wiadomo, na czym polega jej fenomen. Może na tym, że dziecko, nawet najmniejsze, warto traktować po partnersku i z szacunkiem?

 

Notkę o książce przygotowała Maria Bosacka.

Pinokio

Pinokio to książka, która znalazła się w naszym dorobku na kanwie wydawania klasyki w nowych szatach. Inspiracją były przepiękne ilustracje Roberta Innocentiego, włoskiego artysty znanego z pełnych detali ilustracji literatury klasycznej. Tłumaczenia podjął się Jarosław Mikołajewski, poeta, znakomity tłumacz literatury włoskiej, w tamtym czasie szef Instytutu Polskiego w Rzymie. Uważa on, że Toskania wydała na świat cztery książki, które na trwałe wpisały się w historię: Boską Komedię  Dantego Alighieri, Canzoniere  Francesca Petrarki, Dekameron Giovanniego Boccaccia i Pinokia właśnie.

Historia drewnianego pajacyka, który bardzo chciał się stać prawdziwym chłopcem, jest znana dzieciom na całym świecie. Dzieciom i dorosłym, bo to wszak opowieść o dojrzewaniu i niedojrzałości, o upadku i podnoszeniu się z niego, o poszukiwaniu nowej drogi, o człowieczeństwie.

Któż lepiej potrafi wczuć się w klimat włoskiej opowieści niż urodzony w pobliżu Florencji ilustrator? Któż lepiej potrafi oddać klimat Pinokia niż tłumacz, który wyczuwa zaczepność toskańskiego mówienia i cyzeluje każde słowo w tłumaczeniu. A więc nasz Pinokio to Pinokio Innocentiego czy Mikołajewskiego? A może jeszcze Piotra Adamczyka, który po mistrzowsku książkę przeczytał?

 

Notkę o książce przygotowała Hanna Koźmińska.

Osobliwy dom pani Peregine

Książką Ransoma Riggsa zainteresowałam się, przeglądając listy bestsellerów „New York Timesa”. Okładka od razu przykuła moją uwagę – przywodziła na myśl filmy Tima Burtona (i jak się okazało, było to trafne skojarzenie, bo przecież kilka lat później ten słynny reżyser brawurowo Panią Peregrine zekranizował). Pamiętam, że czytałam angielski maszynopis z wypiekami na twarzy, nieustannie relacjonując fabułę koleżankom z redakcji. Lekturze towarzyszył dreszczyk emocji i głębokie przekonanie, że mam przed sobą książkę zupełnie inną, niesamowitą, nie z tego świata.

Najbardziej niezwykłe w Osobliwym domu pani Peregrine jest połączenie fabuły ze starymi fotografiami, które budują niecodzienny klimat tej opowieści. Niektóre są zabawne, niektóre po  prostu dziwne, a niektóre tak niepokojące, że aż straszne. I tu ciekawostka: opiekę redakcyjną nad książką przejęła Hania Koźmińska, która przyznaje otwarcie, że nie przepada za horrorami. I chociaż Osobliwy dom horrorem nie jest, to zdjęcia w książce bywają na tyle mroczne, że Hania, robiąc korektę, zakrywała je kartkami, żeby na nie patrzeć…

 

Notkę o książce przygotowała Ewelina Angielczyk.

Nele Neuhaus

Śnieżka musi umrzeć to jeden z dwóch pierwszych tytułów, jakie w roku 2013 pojawiły się w ofercie wydawnictwa w serii Gorzka Czekolada. Książki, które uzależniają. Czterdziestoletnia wówczas Nele Neuhaus szturmem podbiła niemiecki rynek i właśnie ruszała na podwój zagranicznych.

Kobieta, która pracując w fabryce męża, pierwsze kryminały z Pią Sander i Oliverem von Bodensteinem wydała własnym sumptem, zwróciła uwagę branży wydawniczej, kiedy w lokalnych księgarniach jej powieści sprzedawały się lepiej niż Harry Potter. Choć akcja jej książek rozgrywa się w podfrankfurckich miejscowościach rozrzuconych między Renem a Menem, Neuhaus doceniają czytelnicy na całym świecie – jej książki charakteryzują tajemnice z przeszłości, wielowarstwowe intrygi, nieprzewidywalne zwroty akcji i detektywi z krwi i kości. A Nele to obdarzona poczuciem humoru, wrażliwa i ambitna osoba, która nosi na łańcuszku zawieszki z krzyżykiem i rewolwerem.

 

Notkę o książce przygotowała Anna Urban.

Pan Tadeusz

„Cymbalistów było wielu…” chciałoby się powiedzieć, trzymając w ręku edycję arcydzieła Adama Mickiewicza z ilustracjami Józefa Wilkonia. Sam Mistrz na premierze swojego Pana Tadeusza w Śmiełowie wyznał, że świadomie nie podążył drogą Andriollego, wybitnego ilustratora Pana Tadeusza. Bo – jak powiedział – „to był geniusz, szczególnie w malowaniu postaci i scen rodzajowych”. On, Wilkoń, wybrał przyrodę, ponieważ w niej zawiera się cała prawda ojczystej ziemi.

Żeby lepiej zrozumieć, skąd u artysty zrodziła się myśl, by tak zilustrować Pana Tadeusza, należałoby pojechać do Zalesia Dolnego, gdzie żyje i tworzy artysta. Obok niezliczonej liczby rzeźb zwierząt małych i dużych  ̶̶  jedne są w całości skończone, inne w połowie drogi, na jeszcze inne czekają gotowe kloce topoli i grabu  ̶̶  blisko domu rośnie dąb. To święte drzewo. Pomnik przyrody prawem chroniony, o czym informuje urzędowy certyfikat. Z jego wysokości widać z pewnością całe Zalesie, a może i Piaseczno.

Z pewnością pamięta on czasy Adama Mickiewicza. To pod nim siadał Jankiel z cymbałami, a wokół gromadzili się okoliczni mieszkańcy. Było ich wielu, bardzo wielu. Nad wszystkimi jednak dominował swoją potęgą dąb. Rozpościerał swoje konary, by każdy mógł słyszeć grę Jankiela.

Podobnie było w pałacu w Śmiełowie, gdzie prawdopodobnie u wieszcza zrodził się pomysł napisania Pana Tadeusza. Na uroczystej promocji książki zespół młodych cymbalistów z Ełku w pewnym momencie zaczął grać Mazurka Dąbrowskiego, tak jak Jankiel.

To była jedyna promocja książki, która zaczęła się od odśpiewania naszego hymnu narodowego.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Dary niedoskonałości

Brené Brown jest profesorką i badaczką, która poświęciła karierę na badanie odwagi, wrażliwości, wstydu i empatii. Pokochałam ją od razu za wysunięcie odwagi na pierwsze miejsce i powiązanie jej z wrażliwością. Trzeba bowiem mieć odwagę, żeby być wrażliwym. A wrażliwość to nie ujma, lecz fundament ludzkich relacji. Powiązanie wielkiej odwagi i wielkiej wrażliwości było przełomowe nie tylko dla mnie: Brené Brown pokochały miliony ludzi na całym świecie. Jej TED Talk Potęga wrażliwości obejrzało 50 mln widzów, jej książki przełożono na 30 języków, a program „Odwagi!” jest pierwszym sfilmowanym wykładem naukowym na Netfliksie.

Brené Brown twierdzi, że najodważniejsze, co możemy w życiu zrobić, jest pokochanie siebie. Wiele rzeczy stoi nam na przeszkodzie. Najważniejszą  jest strach, fundament wstydu. Wstyd, przez Junga określany jako „bagno duszy”, dla Brené jest po prostu niewiarą we własne wady i poczuciem, że nie zasługujemy na miłość.

Tytułowe „dary niedoskonałości” to odwaga, współczucie i tworzenie więzi. One mają niezwykłą moc sprawczą, bo gdy dajemy je innym, otrzymujemy w zamian jeszcze więcej. Te trzy rzeczy sprawiają, że sami czujemy własną wartość i przynależność. Żeby mieć dobre życie, musimy kochać, przynależeć i czuć, że jesteśmy wystarczający. Tego sformułowania: „jestem wystarczająca” Brené używała na długo, zanim stało się hasztagiem o wielkich zasięgach.

W trakcie swojej kariery badawczej Brené Brown zebrała i przeanalizowała tysiące historii ludzkich, a rezultaty jej badań są przełomowe, ale i po ludzku wzruszające. Z jej danych na przykład wynika jasno, że nie możemy dać swoim dzieciom tego, czego sami nie mamy. W tym świetle dary niedoskonałości to coś znacznie więcej niż psychologiczna praca nad sobą: to fundament pod przyszłe pokolenia, to budowa dobrego świata.

 

Notkę o książce przygotowała Joanna Nowakowska.

Żubr Pompik

Kiedy Żubr Pompik zawitał do naszego wydawnictwa, od razu wiedzieliśmy, że pasuje do nas jak ulał. Książki o Pompiku mają w sobie ciepło i mądrość Pana Kuleczki i wartość merytoryczną Mądrej Myszy. Ale nikt się wtedy nie spodziewał, że ten niepozorny zwierzak obejdzie całą Polskę i dokona czegoś, czego w literaturze dziecięcej i popularnonaukowej nie dokonał chyba nikt przed nim – stworzy kompendium wiedzy na temat polskich parków narodowych, i to w formie przyjaznej dla dzieci.

Tomek Samojlik to z kolei najbardziej sympatyczny autor, z jakim miałam przyjemność pracować – a w dodatku niesamowicie błyskotliwy i błyskawiczny. Praca nad kolejnymi książeczkami to zawsze świetna zabawa, ale czasami dość wymagająca – staramy się, żeby w każdym numerze pojawił się dowcip, i jest to zwykle najcięższe zadanie. Oczywiście trudno oczekiwać od autora, że będzie sypać dowcipami jak z rękawa, więc czasami nad żarcikiem głowi się cała redakcja, a bywa, że pomoc przychodzi nawet z zewnątrz. Suchary, jak je pieszczotliwie nazywamy, testujemy zawsze na własnych dzieciach, żeby sprawdzić, czy aby nie są zbyt „czerstwe”. Całkiem niedawno mój dziesięcioletni syn – od wielu lat recenzent Pompika – stwierdził: „Mamo, a wiesz, że ten kawał o łosiach to chyba najbardziej popularny kawał wśród dzieci? Wszyscy go lubią!”.

Dla przypomnienia: „Ile będzie łosi, jak się spotkają cztery łosie i cztery łosie? Łosiem!”.

 

Notkę o książce przygotowała Ewelina Angielczyk.

Książę Szaranek

Mamy korzenie amerykańskie. To spadek po założycielu Media Rodziny Robercie D. Gamble’u. Jakie są jednak nasze polskie korzenie? Trudno sobie nie zadawać tego pytania, wydając książki w języku polskim.

Kiedy zaczęliśmy o tym rozmawiać w wydawnictwie, stwierdziliśmy, że tym dziedzictwem jest nasz język. Język naszych dziadków, pradziadków, mowa sąsiadów, zarówno tych bliskich, jak i dalszych. Dla nas najbliższa była mowa mieszkańców Poznania.

I wtedy na progu wydawnictwa pojawił się Juliusz Kubel. Trzymał pod pachą egzemplarz Małego Księcia Saint-Exupéry’ego po poznańsku. Zaskoczenie nasze było wielkie. Wiedzieliśmy, że to książę poznańskiej mowy, autor Blubrów Starego Marycha. Nie przewidzieliśmy jednak, że na premierze Księcia Szaranka w Bibliotece Raczyńskich wiele osób będzie siedziało na podłodze. W sobotę o godzinie 11.00.

Do dziś zadajemy sobie pytanie, czy to sprawiła magia Małego Księcia, czy powrót poznaniaków do korzeni swojej mowy? Parę miesięcy potem mogliśmy obserwować to samo zjawisko na Śląsku podczas premiery Małego Princa. Grzegorz Kulik, autor przekładu, wspaniały piewca języka śląskiego, promieniał radością. A my świeciliśmy oczami, bo zabrakło nam książek.

Ze Śląska blisko już było na Podhale, a tam prym dzierży najznakomitsza góralka Stanisława Trebunia-Staszel. Jej Misiu Kudłocek, czyli Mały Książę po góralsku, zdaje się świecić światłem najbardziej oryginalnym. No bo gdzie som jesce prowdziwe łowiecki?

Grzegorz Kulik tak napisał: „Języki, którymi mówimy, są jak gatunki zwierząt. Jedne mają się dobrze, inne są zagrożone, a jeszcze inne wymarły. Bo nikt na czas nie przedsięwziął żadnych działań na rzecz ich ocalenia”.

 

Notkę o książce przygotował Bronisław Kledzik.

Hermann Hesse

Pierwszym tytułem wydanym w naszej kolekcji dzieł wybitnego niemieckiego pisarza, laureata Nagrody Nobla (1946) był Wilk stepowy. Po dłuższej nieobecności na polskim rynku książek Hermanna  Hessego nie sądziliśmy, że jego comeback spotka się z tak ciepłym przyjęciem. W rezultacie zamiast wydania  kilku najbardziej popularnych tytułów – jak planowaliśmy – do tej pory wydaliśmy dwanaście.

Wilk stepowy w Niemczech ukazał się w 1927 roku. Powieść ta stała się od razu przedmiotem gorących sporów wśród czytelników. Chodziło o jej stronę artystyczną, ale jeszcze bardziej o stronę ideową. W połowie utwór ten wygląda jak powieść. Czym jednak uzasadnić obecne w  niej rozszczepienie monologów, co Tomaszowi Mannowi przypominało Ulissesa Jamesa Joyce’a? Albo obecność takiego kuriozum, jak „Traktat o wilku stepowym”, który poddaje analizie stan świadomości współczesnych pisarzowi intelektualistów? Albo – jak pisze w posłowiu wydawca dzieł Hessego –  surrealistyczny panoptykon „teatru magicznego”?

Jednak to, co najbardziej zdumiewało współczesnych i zdumiewa po dziś dzień, to bezprecedensowa wiwisekcja psychiki człowieka, dokonana przez autora znajdującego się na skraju samozniszczenia. Jest to historia pięćdziesięcioletniego mężczyzny, którego myślenie i pisanie – jak pisze jego biograf Gunnar Decker – zepchnęło na ubocze swojej epoki, historia outsidera pełnego obrzydzenia do świata i pogardzającego także sobą. Wilk stepowy kryje w sobie dwie natury: jedną ludzką, drugą wilczą, które muszą się zwalczać ze śmiertelną wrogością.

Szczególnie jednak krytyka cywilizacji europejskiej, a bezpośrednio niemieckiego mieszczaństwa, rozczarowanie Hessego brakiem poczucia winy za wojnę, przemoc i rodzący się narodowy socjalizm, coraz bardziej brutalna polityka wobec Żydów spowodowały, że autor Wilka stepowego stał się z czasem persona non grata we własnej ojczyźnie. Wyjechał do Szwajcarii, a wraz z nim jego książki objęte zakazem dystrybucji w Niemczech.

Fenomen Hermanna Hessego polega jednak na tym, że jego książki znajdują swój szczególny oddźwięk – jak pisze niemiecki wydawca – „zwłaszcza podczas i w następstwie wojny i kryzysu, a zatem w fazach egzystencjalnego niepokoju i poszukiwania nowych dróg”. Być może dotyczy to również Polski, choć jak pisze ten sam wydawca, nasza edycja utworów Hessego należy do najświetniejszych w Europie.

 

Notkę o książkach przygotował Bronisław Kledzik.

Factfulness

Na Hansa Roslinga natknęłam się na YouTubie. Sympatyczny Szwed, który z wielkim zaangażowaniem prezentował poważne statystyki, używając klocków, butów, rowerów i innych niespotykanych przedmiotów, zahipnotyzował mnie na wiele godzin. Z każdego wykładu profesora Roslinga wynikało jedno: gdy rozłożyć twarde dane statystyczne na czynniki pierwsze, to widać jasno, że ŚWIAT MA SIĘ ZNACZNIE LEPIEJ, NIŻ NAM SIĘ WYDAJE. Od światowej populacji, przez zdrowie publiczne, ubóstwo czy edukację w krajach rozwijających się – wszystko to wygląda znacznie, znacznie lepiej, niż myślimy. A to jest bardzo rzadka wiadomość!

Książka Hansa Roslinga Factfulness zaczyna się od testu. Padają w nim pytania sprawdzające naszą ogólną wiedzę o świecie, np. Jaki procent rocznych dzieci na świecie poddano szczepieniom? 20%, 50% czy 80%?  Ponieważ przyswoiłam już sporo optymistycznej wiedzy z filmów Roslinga na YouTubie, zakreśliłam odpowiedź 50%, choć w głębi duszy byłam przekonana, że jest to zaledwie 20%. Tymczasem prawidłowa odpowiedź to 80%. W ten sam sposób oblałam wszystkie 13 pytań. Poddawane takim testom szympansy uzyskują średnio wynik 33%, ponieważ zgadują wszystkie odpowiedzi. Moje uprzedzenia sprawiły, że miałam wynik gorszy od przeciętnego szympansa.

Dlaczego tak bardzo mylimy się w ocenie światowych problemów i trendów? Ano dlatego  –  co autor znakomicie wykazał na twardych danych  –  że naszymi opiniami o świecie kierują instynkty, bardzo niedobre instynkty. Jest wśród nich instynkt pesymizmu, instynkt generalizowania, strachu, pośpiechu, wyolbrzymiania, przepaści, pojedynczej perspektywy, szukania winowajcy. Gdy je wyeliminujemy i podejdziemy do danych bezstronnie, kondycja świata nagle zaczyna się nam jawić może nie w różowych, ale też nie w czarnych barwach.

Factfulness Hansa Roslinga to książka pełna dobrych wiadomości. Warto ją przeczytać nie tylko dlatego, że zawiera mnóstwo wiedzy, ale przede wszystkim dlatego, że po jej lekturze po prostu czujemy się lepiej.

 

Notkę o książce przygotowała Joanna Nowakowska.

Trzy kroki od siebie

Najpierw był scenariusz filmu Trzy kroki od siebie Mikki Daughtry i Tobiasa Iaconisa. I historia o Stelli i Willu opowiedziana przez nich pisarce Rachael Lippincott. Potem powstała książka dedykowana tysiącom pacjentów zmagającym się z mukowiscydozą. Film i książka zachwyciły odbiorców.

Tytułowe trzy kroki od siebie to minimalna odległość, jaką muszą utrzymywać między sobą chorzy na mukowiscydozę. Każde zbliżenie, każde dotknięcie drugiego człowieka, jeden oddech czy pocałunek wiąże się z atakiem choroby i może stanowić zagrożenie życia. Stella i Will wiedzą, że powinni się trzymać od siebie z daleka. Ale czy naprawdę nie możesz nawet dotknąć osoby, którą kochasz? Czy odrobina bliskości to wyrok śmierci dla nastolatków? To przypomina nieludzką karę. Ten dramat romantyczny o nieuleczalnej chorobie, jaką jest mukowiscydoza, i o miłości, która rozkwita pomimo zakazów, nie tylko porusza serca, ale poszerza naszą wiedzę o tej coraz powszechniejszej chorobie oraz daje odwagę i siłę do walki z nieuchronnymi przeciwnościami losu.

 

Notkę o książce przygotowała Hanna Koźmińska.

Gwiazdkowy prosiaczek

Chyba każdy z nas miał w dzieciństwie misia, kota, pieska czy inną zabawkę-przytulankę. Zazwyczaj był to najwierniejszy przyjaciel dziecka, ktoś, komu można powierzyć wszystkie tajemnice, podzielić się z nim smutkami i radościami, a futerkiem otrzeć łzy. Nie inaczej jest z Jackiem, którego ulubiona przytulanka to Daj Proś. Niestety, zabawka ginie w Wigilię. To prawdziwy dramat chłopca. Czy zdoła go zastąpić Gwiazdkowy Prosiaczek? Nowy, beznadziejny zamiennik Daj Prosia? Na szczęście Wigilia to noc cudów, kiedy spełniają się marzenia. Wystarczy tylko otworzyć szeroko serce. Jeśli kochasz, zrobisz wszystko, by ocalić swój skarb.

Gwiazdkowy Prosiaczek to nie jest sentymentalna opowiastka, ale emocjonująca i podnosząca na duchu opowieść o wiernej przyjaźni i niezwykłej (a może jednak często spotykanej) więzi chłopca i jego przytulanki. Autorka Harry’ego Pottera pisze dla dzieci, choć książkę tę na pewno będą czytać całe rodziny.

 

Notkę o książce przygotowała Hanna Koźmińska.

Must Read

Obserwując rosnące zainteresowanie literaturą young adult, zdecydowaliśmy o powołaniu do życia imprintu młodzieżowego o nazwie Must Read.

Inicjały nazwy imprintu nawiązują do inicjałów macierzystego wydawnictwa – Media Rodzina, które zasłynęło z takich bestsellerowych serii dla młodzieży jak: Harry Potter, Igrzyska śmierci czy Osobliwy dom pani Peregrine.

Must Read, z języka angielskiego, to książka, którą musisz przeczytać. Takie też są powieści wydawane z logotypem Must Read – poruszające tematy ważne i aktualne dla młodzieży, a z drugiej strony pozwalające oderwać się od codzienności i zapewniające niezapomniane emocje. Założeniem imprintu Must Read jest, by każdy młody czytelnik znalazł tu coś dla siebie: miłośnik fantastyki, fan mocnych thrillerów, wielbiciel romansów czy pożeracz literatury obyczajowej.

Dewizą towarzyszącą nowemu wydawnictwu jest zdanie „Musisz, bo chcesz”. By ułatwić czytelnikom podejmowanie decyzji o wyborze tytułu zgodnego z preferencjami, na czwartej stronie okładek książek Must Read, przy logotypie umieszczone są ikonki określające charakter publikacji i motywy przewodnie każdej z nich (humor, romans, thriller, dystopia, podróże w czasie, wątki detektywistyczne, wątki LGBTQ+, zagadki itp.)

 

Notkę przygotowała Alicja Mielcarzewicz-Cabanek

nasz jubileusz

poznaj nas

Zarząd
Justyna Kardasz

Justyna Kardasz

Prezes zarządu | Dyrektor handlowa

Joanna Nowakowska

Joanna Nowakowska

Wiceprezes zarządu | Redaktor naczelna

Bronisław Kledzik

Bronisław Kledzik

Dyrektor

Redakcja
Joanna Nowakowska

Joanna Nowakowska

Wiceprezes zarządu | Redaktor naczelna

Anna Urban

Anna Urban

Kierowniczka redakcji

Ewelina Angielczyk

Ewelina Angielczyk

Redaktorka

Katarzyna Kolasińska

Katarzyna Kolasińska

Sekretarzyni redakcji

Hanna Koźmińska

Hanna Koźmińska

Redaktor

Maria Bosacka

Maria Bosacka

Redaktorka

Dział handlowy
Justyna Kardasz

Justyna Kardasz

Prezes zarządu | Dyrektor handlowa

Anna Nowicka

Anna Nowicka

Kierownik działu handlowego

Ilona Fliger

Ilona Fliger

Specjalista ds. handlowych

Dagmar Grudziński

Dagmar Grudziński

Specjalista ds. handlowych

Monika Kolicka

Monika Kolicka

Specjalista ds. handlowych

Dział marketingu
Alicja Mielcarzewicz-Cabanek

Alicja Mielcarzewicz-Cabanek

Kierowniczka działu marketingu

Karolina Czwojdzińska

Karolina Czwojdzińska

Specjalistka ds. marketingu

Krzysztof Rochowiak

Krzysztof Rochowiak

Młodszy specjalista ds. marketingu

Paulina Kukuła

Paulina Kukuła

Asystentka działu marketingu

Natalia Gorczyńska

Natalia Gorczyńska

Asystentka działu marketingu

Administracja
Karolina Kurowska

Karolina Kurowska

Kierownik ds. administracyjnych i personalnych

Magdalena Bukowska

Magdalena Bukowska

Specjalista ds. administracyjnych

Natalia Nowak

Natalia Nowak

Asystentka ds. administracyjnych

Dział produkcji
Elżbieta Kaczkowska

Elżbieta Kaczkowska

Kierownik produkcji

Dział graficzny
Andrzej Komendziński

Andrzej Komendziński

Kierownik redakcji technicznej

Radosław Stępniak

Radosław Stępniak

Grafik

Tania Starićka

Tania Starićka

Młodsza graficzka

Przedstawiciele handlowi
Tomasz Janeta

Tomasz Janeta

Przedstawiciel handlowy

Emilian Wiczyński

Emilian Wiczyński

Przedstawiciel handlowy

Przemysław Dziedzic

Przemysław Dziedzic

Przedstawiciel handlowy

Jarosław Matysik

Jarosław Matysik

Przedstawiciel handlowy

Magazyn
Wojciech Matoga

Wojciech Matoga

Kierownik magazynu

Remigiusz Piechota

Remigiusz Piechota

Zastępca kierownika magazynu

Patryk Matoga

Patryk Matoga

Magazynier

Marcin Markiewicz

Marcin Markiewicz

Magazynier

Michał Zarański

Michał Zarański

Magazynier

Krzysztof Walczak

Krzysztof Walczak

Magazynier

Mateusz Mudyna

Mateusz Mudyna

Magazynier

Łukasz Krajewski

Łukasz Krajewski

Magazynier

Dariusz Kowal

Dariusz Kowal

Magazynier

Adrian Wróblewski

Adrian Wróblewski

Magazynier

Jacek Grabowski

Jacek Grabowski

Magazynier

Piotr Puchała

Piotr Puchała

Magazynier

Łukasz Kolanowski

Łukasz Kolanowski

Magazynier

Zaloguj się

Nie masz konta?